Jak przeżyć spotkanie z doradcą, konsultantem i jego rady ?

Temat, wbrew pozorom nie dotyczy złych rad. Bo konsekwencje tych są oczywiste.

Nie dotyczy też naturalnych i oczywistych sytuacji. Kiedy prosimy o radę specjalistę w nieznanej nam dziedzinie. Chociaż w tym wypadku mogą już być wyjątki.

Dodam jeszcze, że doradcą oprócz doradców zawodowych, określić można prawie każdą osobę występującą z pozycji autorytetu. Jest nim  np. rodzic, nauczyciel, psycholog itd.

Zacznijmy od przedstawienia klasycznej sytuacji.

Doradca radzi. Albo z własnej inicjatywy, bo wie, a raczej przypisuje sobie, że jest mądrzejszy i wie lepiej. Albo na prośbę klienta.

Przyjmijmy, że rada jest trafiona. Obie strony zadowolone, spotkanie udane. Sukces.

Ale czy na pewno?

Mam poważne wątpliwości. Z dwóch powodów.

Po pierwsze, dobra rada nie znaczy najlepsza. A raczej wątpię aby była szansa trafienia najlepszego rozwiązania w taki sposób.  Bez względu na to czy rada dotyczy bezpośrednio danego człowieka, jego rodziny, relacji czy firmy. Praktycznie jest niemożliwe aby doradca poznał taką ilość danych, informacji  aby miał szansę na znalezienie optymalnego rozwiązania. Tym bardziej, że prawie zawsze sam klient nie jest świadomy bardzo wielu aspektów sprawy.

Człowiek jest istotą bardzo złożoną i praktycznie jest niemożliwe dla drugiej osoby go poznać na tyle aby była szansa na optymalną radę. Zdecydowanie jeszcze trudniejsza sytuacja występuje w przypadku struktur złożonych. Takich jak rodzina, firma czy inna organizacja.

Dlatego dla mnie, rady doradcy to prawie zawsze zwykła zgadywanka. Oczywiście z szansą trafienia jak w każdej loterii.

Tylko klient zna siebie, zna firmę, strukturę w jakiej funkcjonuje, na tyle aby była szansa znaleźć optymalne rozwiązanie. I tylko i wyłącznie on może to zrobić. Nikt inny.

Tylko osoba, której dotyczy problem jest w stanie znaleźć optymalne rozwiązanie.

Druga, jeszcze poważniejsza moja wątpliwość związana jest z konsekwencjami takiej rady.

Jakie są konsekwencje danej rady?

Po pierwsze,  klient najczęściej nie uczy się z sytuacji. W związku z czym w przyszłości, w podobnej sytuacji znowu będzie potrzebował pomocy doradcy. Czyli uzależnia się od niego.

Po drugie, najgorsze, chociaż nieświadome - bardzo traci na tym.

O życiu człowieka decydują różne aspekty a jednym z kluczowych jest samoocena. Ona ma decydujący wpływ na życie człowieka i prawie zawsze w przeważającej części jest nieświadoma.

Słuchając rad człowiek musi uznać czyjąś mądrość i swoje braki w tym temacie. W związku z tym z każdą poradą najprawdopodobniej zdecydowanie obniża się jego samoocena. Obniża się jego wiara w szansę na samodzielne znalezienie rozwiązania, wiara w siebie. W konsekwencji, z czasem nawet przestaje próbować samodzielnie rozwiązać problem.

Z każdą taką radą, obniżając swoją samoocenę, dany człowiek pogarsza swoją sytuację. Zmniejsza swoje szanse na rozwój, postęp, na samodzielność.

Czyli, tak naprawdę, z każdą poradą klient traci bez względu na to czy rada jest dobra czy nie. Może nawet więcej jeżeli rada jest trafiona, bo zagrożenie uzależnieniem jest większe.

Ten moment jest krytyczny i najtrudniejszy w całej relacji klient- doradca. Niestety, prawie zawsze obie strony nie są świadome tego zagrożenia. Poza tym pokusa najczęściej jest zbyt silna dla obu stron aby z niej zrezygnować nawet jak są tego świadomi.

Pokusa klienta jest oczywista. W łatwy prosty sposób i bez wysiłku ma rozwiązanie.

Ale co kusi doradcę? Poza kasą najczęściej, właśnie samoocena, o której wspomniałem poprzednio.

Zawsze i każdy człowiek dąży do tego aby być najlepszym. Przepraszam, ale takie jest prawo natury. Lepszy osobnik ma szansę na lepszą partnerkę i inne przywileje, plus większe szanse na przetrwanie.

Dla jasności ten temat muszę rozwinąć.

Jest takie bardzo głębokie i jedno z moich ulubionych powiedzeń , "Góra nie udowadnia że jest górą" . Wystarczy, że będziesz o nim pamiętał rozglądając się dookoła. Obserwując świat a uświadomisz sobie, że żyjemy w świecie ludzi o bardzo niskiej samoocenie. Wg. moich obserwacji dotyczy to zdecydowanej większości populacji.

Ci wszyscy ludzie nie wierzą, że mogą być równi innym. I jedyną szansę żeby nie być gorszymi upatrują w poniżeniu innych w jakiejkolwiek formie. I robią to zawsze i wszędzie na nieograniczoną ilość sposobów. Zaczynając od większego samochodu, domu od innych. Poprzez mniej lub bardziej jawne poniżanie innych w jakiejkolwiek formie,   do chowania się i zasłaniania za innymi np. poprzez przynależność do różnych organizacji, organów władzy czy przymusu.

Moim zdaniem wojsko, policja i inne organa władzy, przymusu i kontroli to środowisko tych ludzi. Im większe atrybuty władzy, majątku czy innych podobnych tarcz tym bardziej prawdopodobne, że dany człowiek nosi w sercu mniejsze, bardziej wystraszone lub złe i mściwe dziecko. Mimo pozornej siły czy wielkości danego obywatela. I to ono, to wewnętrzne dziecko,  decyduje o jego życiu. O tym kim i jaki jest. Zdejmij z niego te mundury, tarcze a ujrzysz go jakim jest naprawdę. Zobaczysz przed sobą małe, zazdrosne i wystraszone dziecko.

Ale powróćmy do naszego doradcy. Co on zyskuje?

Dokładnie to o czym pisałem. Dowartościowuje się kosztem klienta.

Kontakty ludzkie najczęściej przebiegają na dwóch poziomach, jawnym i ukrytym. Tak jak każdy polityk. Oficjalnie mówi; robię to dla was, tylko wy mnie interesujecie, dam wam itd. Dobrze znasz te kłamstwa. A myśli czy chce tego faktycznie; będzie moje, będę miał, moje, ja. i nic poza tym. Tak też taki doradca. Jawnie radzi aby pomóc klientowi; zrób tak, to jest dobre dla ciebie itd. A na poziomie ukrytym (często doradca też nie jest świadomy tego poziomu) krzyczy do siebie, do Ciebie i do całego świata; patrzcie jaki jestem mądry, jaki dobry, jak ludziom pomagam itd.

To jest kradzież niemal doskonała. Klient mu płaci i dowartościowuje go, nic nie zyskuje i jeszcze jest zadowolony i wdzięczny doradcy. Czyli taki doradca zabiera klientowi wszystko nie dając nic w zamian. I dostaje jeszcze wdzięczność w prezencie.

Tak że nie dziw się takim doradcom jak ich spotkasz. Pokusa jest olbrzymia i naprawdę niewielu jest świadomych tego co czynią sobie i komuś. Przypomnę jeszcze raz, że doradcami są też rodzice, nauczyciele i inne osoby występujące z pozycji autorytetu, przewagi w stosunku do drugiej strony. I ich wszystkich też to dotyczy.

Jeżeli jest tak źle, to czy może być inaczej? A jeżeli tak, to jak powinno to wyglądać?

Jak wygląda jedyna dobra, uczciwa relacja doradca - klient?

Ogólnie mówiąc doradca tak powinien prowadzić, inspirować klienta aby ten sam znalazł rozwiązanie. A celem powinno być "Bingo !!!".  Znalezienie tego jednego, jedynego rozwiązania. Które klient jednym zdaniem, ale całym sobą wypowie - "Tak - to jest to" bez żadnych wątpliwości. To jest nie do opisania. Bo to się po prostu czuje, po prostu wie i to jest właśnie to.

A ideałem jest sytuacja kiedy klient po wizycie u doradcy i swoim własnym " Bingo ! " jako jej wyniku powie sobie, że ten doradca tak naprawdę nic nie pomógł. Przecież on tak naprawdę sam do wszystkiego doszedł i znalazł rozwiązanie. Moim zdaniem, tylko taka sytuacja daje całkowitą korzyść klientowi ze spotkania z doradcą. A o to chodzi a przynajmniej powinno. W takim przypadku klient dochodząc do rozwiązania uświadamia sobie powody, przyczynę danej sytuacji i sam znajdując rozwiązanie uczy się i rozwija. W związku z czym, w przyszłości najprawdopodobniej nie popełni podobnych błędów. A jeżeli nawet przydarzy mu się coś podobnego, to zdecydowanie łatwiej się z nich wydostanie. Dodatkowo podnosi swoją samoocenę i wiarę w siebie. Co najprawdopodobniej jest najcenniejsze z tych wszystkich korzyści. I w największym stopniu może wpłynąć na poprawę jego życia w całości.

Dlaczego takich rad i takich doradców prawie nie ma. Bo tacy doradcy są doradcami z powołania. W prawdziwym znaczeniu tego słowa. Bo aby być takim doradcą, trzeba być sobą w 100 % i wtedy można mieć maksymalnie wysoką samoocenę. Z czystym sumieniem i całym szacunkiem składam hołd wszystkim takim doradcom, trenerom, nauczycielom, rodzicom i innym takim ludziom. To są najwięksi tego świata i najczęściej pozostają bezimienni.

Wiemy jakie są zagrożenia, jak powinna wyglądać prawidłowa relacja doradca - klient i dlaczego.Pozostało tylko odpowiedzieć sobie na pytanie jak to zrobić?

Po pierwsze ogólna zasada. To klient sam powinien znaleźć rozwiązanie.

Po drugie. Faktycznie najczęściej wskazany jest udział doradcy. Ale nie po to aby radzić. A po to aby tak prowadzić i inspirować klienta aby ten sam zrozumiał sytuację, jej dynamikę i znalazł rozwiązanie.

Po trzecie. Jeżeli bym Ci odpowiedział w pełni na to pytanie to cały artykuł stracił by sens.

Andrzej Lenard

2001-01-15

Andrzej Lenard
Twórca, coach, trener.
Soullive Zaawansowany Kompleksowy Coaching System.
Consulting, Coaching, Treningi, Szkolenia.
Życiowe, zdrowia, relacji. kariery, biznesu.
Personalne, par, rodzin, firm, organizacji.

http://lenard.biz/
https://www.facebook.com/lenard.andrzej